Aktualności
Przed zmrokiem przychodzi wiatr owiewający grona, jasnozielone, żółte, granatowe, karmazynowe – po zachodzie słońca, gdy światła mało, ale jeszcze dość dużo, by oszukać wzrok, i gdy patrzysz pod rozświetlone zorzą wieczorne niebo, przyklejone do ciemnych krzewów i liści wszystkie są czarne. Zapadający zmrok jesienią, późną jesienią, czekanie na ciemność w domu bez światła i gdy latarnie przy ulicy jakby zapomniały o nadchodzącej nocy, jakby żyły jeszcze długim letnim wieczorem. Chłód delikatny, ale wyraźny, powiew wilgoci, i nie wiadomo czy wiatr istnieje o tej jesiennej porze, czy tylko zdaje się być w powietrzu, czeka i milczy. Milczenie jesieni i bycie jesieni; wieczorna rosa. Powietrze już wcale nie ciepłe, ale ostre, gdy oddychasz nosem, zimne prawie jak górski strumień, kąpiel w jesieni, co rozbiera chłodem, uwodzi, idzie przed siebie, prowadzi schodami na szczyt wzgórza porośniętego winoroślą tam w południowej części miasta czy w dolinie Gęśnika, wilgotne deski i kamienie, i księżyc zza chmur. Nie skrapla się ta jesień, nie zamienia w deszcz ani śnieg, jest długa, powtarzalna, stała. Przychodzi wieczorem, tak teraz jak dawniej. Obok ratusza, na Postplatz, na jakiejkolwiek innej ulicy, ostatnie pomarańczowe plamy słońca siadają na murach, bruku, gołej ziemi, ciepłe powietrze między domami albo na stoku - wszędzie panuje jesień właściwa tylko temu miastu, zrodzona w winnicy i wolna od niej, z czasem uwolniona, niezależna, wyswobodzona, i taka będzie już zawsze - i wtedy, gdy winnic w Grunbergu nie będzie (jeśli kiedykolwiek nie będzie), a będzie zawsze kojarzyć Grunberg z winnicą, tak oto miasto w przyszłości bez winnic winnicą pozostanie. Tutaj jesień jest cały rok, jest duchem Grünberga, niesprzedajnym, niepokornym, duchem jak to duch ponad materią, co unosi się nad domami, dachami, ulicami, pagórkami, wśród drzew, między ludźmi, psami i kotami, w zgiełku szpaczych hord. W roku 1934 miasto jest winnicą wolną od winnic jedynie w rynku i przylegających do niego kilkunastu ulicach i kilku placach – i ta część jest jak pień dębu, dalej uliczki niczym gałęzie obrastają zielenią. Winnice wbijają się w pola i lasy na południe od centrum, na zachód, południowy zachód, północny i na północ i północny wschód i na wschód, wchodzą w świat stokami i górami, nie gardzą ciepłą doliną i płaskowyżem, rosną, pędzą bez opamiętania jakby główny ogrodnik zapomniał o przycinaniu i wyłamywaniu młodych pędów, jakby świadomie eksperymentował, pozwolił na wszystko, na żywioł, by w ten sposób zapewnić miastu życie wieczne, co mieszka w pojęciu permanentnej jesieni. Grunberg niczym Rzym, bo na siedmiu wzgórzach, tych wzgórz ma najwięcej w południowej części, co nie znaczy że tutaj jest najwięcej winnic – są one wszędzie, bo korona regularna, pozbawiona suchych gałęzi, ale stąd, z tych wzgórz, stojących obok siebie od wschodu na zachód jak baszty, teren łagodnie opada w stronę słońca, Kożuchowa, Sudetów i Pragi. Długie piwnice wbijają się w stoki jakby stąd łatwiej było sięgnąć wnętrza ziemi, nie, nie piekła, ale pewnej stałej, która mieszka w chłodzie, ciemności i niskiej temperaturze – właśnie stałej, co pozwala winu być na wieki, gdzie czas zawsze działa na jego korzyść, to znaczy uwalnia pokłady metafizyki, bo czymże jest wino jak nie kamieniem filozoficznym, dowodem, że duch i materia to jedno. Wino pod nasłonecznioną ziemią w południowych stokach jest najjaśniejsze, to jaśnie wino, białe, czasem w kolorze wody i w delikatnym zapachu, czasem słomkowe, złote, a czasem bursztynowe, w tych toniach wina czystość, wszystko co najlepsze ze świata fizycznego i dla pięciu zmysłów, ale też wiara i piękno w czystej postaci, a przynajmniej - nadzieja. Wejścia do piwnic - szerokie drewniane drzwi w półokrągłej ścianie przypominającej tęczę, bo stąd widać zawsze sięgające ziemi oba brzegi tęczy, a potem korytarz rozgałęzia się, idzie jak najdalej, tyle ile się da i ile trzeba, by wydobyć z wina to, co transcendentne, wspólne Bogu i ludziom. Południowa część Grunberga to winnice i piwnice, i ośmioboczne domki winiarskie przykryte smukłą kopułą. W nawiązaniu do opowieści o królu Samarii Achabie, który pożądając winnicy poddanego Nabota nie cofnął się przed morderstwem - zwane właśnie nabotami. Domy tylko na szczytach, jak na Schillerhohe. Grunberg środkowy to stoki północne, stare domy z dużymi piwnicami ustawione kalenica do drogi, jak te przy Sowińskiego, a północna część miasta - Dolina Gęśnika, z której wznoszą ciepłe południowe stoki aż ku płaskowyżowi na wschodzie, gdzie obok jasnych rosną ciemne wina: Czeskie Niebieskie, Portugalskie Niebieskie, Wawrzyniec, Czarna Magdalena, Karmazyn. Tutaj strugi ciepłego powietrza, wilgoci, słońca przechodzą jak chmury. Winnicę można odnaleźć z zamkniętymi oczami albo przewiązanymi jak Vlasta, którą Sebastian prowadzi przez cały Patzgall.


